Mumbai
koniec podrozy
09.12.2009
30 °C
Pobudka była ciezka. Nikt chyba nie lubi wstawac o 5 rano prawda ? Zwlaszcza, ze w Polsce to 23.30. Milym akcentem jest ciepla woda w lazience. Szybko na dworzec tuk-tukiem i jestem na peronie 6 minut przed odjazdem. To takie indyjskie just In time – bo niełatwo znaleźć wagon. Pociagi sa tutaj dlugie niesamowicie – kilkaset metrow. No udalo się. Lubie w Indiach to, ze zaraz – proszony czy nie zjawi się człowiek wykrzykujacy – coffe, chaj, omlet….sniadanie na pokladzie. Tak tu się jezdzi – w tloku, ale z humorem i ciągłym wrzaskiem. Nigdy nie będziesz glodny lub spragniony w indyjskim pociągu. Czesciej masz dosyc tych sprzedawcow bo chcesz spac a tu akurat gosc swiecie przekonany ze jedyne co potrzebujesz do zycia to wlasnie jego woda. I drze się nad uchem : Water ! Cold Water ! No i ciagle przeciągi – wszystko co „robi wiatr” jest tutaj nadużywane. Wiatraki na „full”, jak jest klima to ustawiona na najnizsza temperature tak, ze autentycznie jest zimno. Jak okna daja się otworzyc to będą otwarte wszystkie. Stad moje gardlo wola help ! I mam katar bez przerwy od tygodnia. Ale to nic. Już jutro w temperaturze minus 2 ( wiem bo sprawdziłem, ze tyle jest w Wawie) będę miał powody do prawdziwego narzekania. Teraz dojeżdżam do Bombaju ( Mumbai jak mowia hindusi ) i mam przed soba ostatnie zwiedzanie, shoping i ostatnia noc w Indiach. Jutro już będę w Polsce. To zwiedzanie to glownie walesanie się bez większego celu. Ladny dworzec Viktoria czy tez CST jak mowia hindusi, ciekawa Poczta Glowna która musialem znaleźć bo trzeba nadac pocztowki. W koncu decyduje się jednak popłynąć na ta wyspe Elefanta.
Bardziej dla zabicia czasu bo rejs trwa godzine w jedna strone. Bilet na same zwiedzanie koszmarnie drogi -250 RS a samego zwiedzania niewiele, niewiele. Po Ellorze i Ajancie Malo emocji zostalo po wyspie elefanta. Ale samo miejsce ladne, duzo malp, relaksacyjnie się plynie na sama wyspe. W drodze powrotnej pieknie zachodzi slonce nad Bombajem.
A ja coz – jakies zakupy i na dworzec CST odebrac plecak z przechowalni ( 10 RS ). Nie zastanawiam się dlugo i kupuje bilet na kolejke podmiejska ( taka WKD) sprawdzam tylko która stacja jest najbliżej lotniska. Jak jechałem na lotnisko w niedziele to taxi kosztowala 450 RS z Colaby. A teraz ? Koszt biletu na kolejke 7 RS, autoriksza 60 RS – wrazenia bezcenne :-D I tak się wlasnie koncza moje Indie 2009. Zawsze w takiej chwili dwa uczucia siedza w mojej glowie - radosc, ze za chwile będę w swoim kraju, domu, wśród bliskich…. i smutek, ze to już koniec tego beztroskiego wałęsania się. Wiem jednak, ze w kolejnym roku znowu wyrusze do krain dzis jeszcze mi nieznanych. Kupie nowy przewodnik, mape, będę szukal informacji w necie. Wiec do kolejnego razu!
Wysłane przez Lukasz 10:58 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (0)










Za świątyniami hindusistycznymi piekny widoczek troche z innej bajki – szeroki luk skal z wodospadem w srodku, na dole jeziorko. Mimo, ze zakaz kilku młodych hindusow kapie się w jeziorku. Nie zastanawiam się dlugo – jest za goraco. Przeskakuje za barierke, schodze kilka metrow w dol, za kamieniem zostawiam rzeczy i wlaze pod wodospad. Alez zimna woda ! I jaka przyjemna ! Do jeziorka nie wlaze bo nie wiem co tam plywa – wystarczy zimny prysznic. Darujcie, ale zdjęć z tego wydarzenia nie będzie :-D 



Kilku riksiarzy rzuca się na nas widzac grupke białych – 150 RS, good price ! Ale widze, ze stoi autobus wiec nawet się nie zastanawiam. Im bliżej autobusu tym nizsza była cena za riksze :-D Nie idziemy na dworzec kolejowy tylko od razu w Hospet pytam o polaczenie do Hubli. A gosc do mnie – wlasnie odjezdza. Zatrzymujemy autobus i ladujemy się do srodka nie wierzac wlasnemu szczesciu. Krotko niestety. Autobus był w polowie pusty, z tylu całkowicie pusty…nie dziwne to ze hindusi którzy uwielbiaja okupowac tylnie siedzenia nagle siedza tak blisko kierowcy ? Wyjasnilo się na pierwszej hopce. Z tylu nie było całkowicie resorow. Podrzucalo jakis metr w gore i ladowanie było bolesne. Najpierw popatrzyliśmy na siebie z uśmiechem – fajnie buja. Ale tak bujalo na każdej nierówności ! Na sile wbijamy się do przodu. Upal. Kurz, bo autobus bez okien. I tak 4 godziny… W Hubli jesteśmy na 1,5 godziny przed naszym pociagiem do Mumbaju. Obiadek w knajpie pelnej hindusow i na dworzec. Nadjezdza nasz pociag i zaczęło się. Nie można było wejsc do srodka bo tlum ludzi bez przerwy przemieszczal się wewnątrz pociągu, a ten napierajacy z peronu nie miał jak wejsc. Jestem od tych hindusow jakies dwa razy wiekszy, a z plecakiem to pewnie trzy razy ciezszy. I mimo napierania na sile nie jestem w stanie ruszyc się wiecej niż centymetr. Korek na peronie ??? Po jakis piętnastu minutach wchodze po prostu innym wejściem. A srodku Sajgon. Duzo jezdze pociagami po Indiach ale czegos takiego nie widziałem jeszcze. Na każdej pryczy gornej i dolnej siedzi co najmniej 5 osob. Zajeta jest podloga i miejsce pod toaletami, wejścia – slowem każdy wolny kawalek podlogi. Docieram do swojego miejsca a tam jakis hindus położył walizki i trzyma cala prycze mówiąc, ze „reserwation” . Ja Ci dam reserwation. Pokazuje Mu 3 palce i mowie jak odlicze do trzech i będziesz nadal tu siedzial to wywale Cie z wagonu na sile. Patrzy i niepewnie kiwa Glowa. Tlum dziki po prostu – jedyni biali to my. Pokazuje mu nasze rezerwacje na wszystkie miejsca które zajal. Nie chce odejść. Zaczynam wiec – trzy, dwa, jeden….i wtedy zrywa się i ucieka. Jakis starszy hindus dziekuje mi ściskając reke bo przy okazji uwolniłem jego miejsce. Reszta patrzy bez wiekszych emocji. Pociag nie może ruszyc bo wciąż wlewa się tlum ludzi. No Sajgon po prostu. W koncu po 40 minutach opoznienia ruszamy. Będzie ciezka noc. I była – nie ma co zmyślać. Jeszcze dwie, trzy awantury z hindusami. Takie powazne bo jak wywalic pieciu hindusow co siedza na twojej pryczy na gorze? I niespokojne bo taki tlum nie spi praktycznie – wciąż gadaja, smieja się, puszczaja melodyjki z telefonow. Najgorsze było to, ze kazde wyjscie do kibelka to wyprawa i nie da się inaczej niż stawac na ludziach, bagazach itp. Najciekawszy mój przejazd pociagiem bez watpienia. Tylko, ze cos mnie zastanawia. Rok temu pewnie bym wściekał się cala noc – teraz spokojnie, czasami tylko wstane i pogroze palcem hindusowi jak probuje zajac moje lozko. Czasami troche krzykne, ale bez wiekszych emocji. Indie zmieniaja człowieka ?





Około 16 jednak padamy z nog. Dluzej się nie da. Idziemy jesc i napic się czegos zimnego. Przy okazji kilka partyjek w szachy z miejscowymi – z roznym wynikiem :-D Ale zabawa przednia. I wpadamy na chwile do naszego slonia w świątyni. Jutro festiwal – setki ludzi spia i czuwaja na dziedzincu, pala się swieczki. Inaczej jest niż zwykle. Riksiarz twierdzi, ze pociag mamy o 8.00 i potem nic. Znowu ranne wstawanie ?











































