Travellerspoint Blogi z podróży

Mumbai

koniec podrozy

sunny 30 °C

Pobudka była ciezka. Nikt chyba nie lubi wstawac o 5 rano prawda ? Zwlaszcza, ze w Polsce to 23.30. Milym akcentem jest ciepla woda w lazience. Szybko na dworzec tuk-tukiem i jestem na peronie 6 minut przed odjazdem. To takie indyjskie just In time – bo niełatwo znaleźć wagon. Pociagi sa tutaj dlugie niesamowicie – kilkaset metrow. No udalo się. Lubie w Indiach to, ze zaraz – proszony czy nie zjawi się człowiek wykrzykujacy – coffe, chaj, omlet….sniadanie na pokladzie. Tak tu się jezdzi – w tloku, ale z humorem i ciągłym wrzaskiem. Nigdy nie będziesz glodny lub spragniony w indyjskim pociągu. Czesciej masz dosyc tych sprzedawcow bo chcesz spac a tu akurat gosc swiecie przekonany ze jedyne co potrzebujesz do zycia to wlasnie jego woda. I drze się nad uchem : Water ! Cold Water ! No i ciagle przeciągi – wszystko co „robi wiatr” jest tutaj nadużywane. Wiatraki na „full”, jak jest klima to ustawiona na najnizsza temperature tak, ze autentycznie jest zimno. Jak okna daja się otworzyc to będą otwarte wszystkie. Stad moje gardlo wola help ! I mam katar bez przerwy od tygodnia. Ale to nic. Już jutro w temperaturze minus 2 ( wiem bo sprawdziłem, ze tyle jest w Wawie) będę miał powody do prawdziwego narzekania. Teraz dojeżdżam do Bombaju ( Mumbai jak mowia hindusi ) i mam przed soba ostatnie zwiedzanie, shoping i ostatnia noc w Indiach. Jutro już będę w Polsce. To zwiedzanie to glownie walesanie się bez większego celu. Ladny dworzec Viktoria czy tez CST jak mowia hindusi, ciekawa Poczta Glowna która musialem znaleźć bo trzeba nadac pocztowki. W koncu decyduje się jednak popłynąć na ta wyspe Elefanta. Mumbai_Wys..fantaII.jpgBardziej dla zabicia czasu bo rejs trwa godzine w jedna strone. Bilet na same zwiedzanie koszmarnie drogi -250 RS a samego zwiedzania niewiele, niewiele. Po Ellorze i Ajancie Malo emocji zostalo po wyspie elefanta. Ale samo miejsce ladne, duzo malp, relaksacyjnie się plynie na sama wyspe. W drodze powrotnej pieknie zachodzi slonce nad Bombajem. Mumbai_Zachod_slonca.jpgA ja coz – jakies zakupy i na dworzec CST odebrac plecak z przechowalni ( 10 RS ). Nie zastanawiam się dlugo i kupuje bilet na kolejke podmiejska ( taka WKD) sprawdzam tylko która stacja jest najbliżej lotniska. Jak jechałem na lotnisko w niedziele to taxi kosztowala 450 RS z Colaby. A teraz ? Koszt biletu na kolejke 7 RS, autoriksza 60 RS – wrazenia bezcenne :-D I tak się wlasnie koncza moje Indie 2009. Zawsze w takiej chwili dwa uczucia siedza w mojej glowie - radosc, ze za chwile będę w swoim kraju, domu, wśród bliskich…. i smutek, ze to już koniec tego beztroskiego wałęsania się. Wiem jednak, ze w kolejnym roku znowu wyrusze do krain dzis jeszcze mi nieznanych. Kupie nowy przewodnik, mape, będę szukal informacji w necie. Wiec do kolejnego razu!Mumbai_Luk.jpg

Wysłane przez Lukasz 10:58 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (0)

Ajanta

sunny 30 °C

Oczywiście dzis tez sniadanie do lozka – jak wakacje to wakacje. Spiesze się, bo dzis spedze minimum 6 godzin w autobusie, a musze tez pojechac na dworzec kupic bilet na pociag na jutro rano. Niestety na ten pociag nie moge kupic biletow przez neta. Wiec w riksze. Ile – 60. Krzywie się dla zasady – w obie strony i czekasz na mnie pod dworcem za 50. Ale place dopiero jak dojedziemy na miejsce z powrotem :-D No i obaj uśmiechnięci jedziemy. On cieszy się ze zarobi troche wiecej – ja bo nie będę musial szukac drugiej rikszy i znowu klocic się o cene. O dziwo na dworcu bez problemu – szybciutko dostaje swój bilet. Na dworcu autobusowym spotykam Filipinke która widziałem wczoraj w autobusie z Ellory. Usmiechamy się, gadamy, ziewamy – czekanie na autobus. Jeden fałszywy alarm, drugi…w koncu jest. Polnoc Indii od Poludnia rozpoznaje się po tym ze…autobusy maja szyby. Ten ma wiec jestem juz na polnocy :-D Niecale 3 godziny i jestem na miejscu. Nie mam jakis wielkich oczekiwan od tego miejsca – wczoraj było bardzo ok. Tu jest bardziej skomercializowane, wszedzie barierki(w Ellorze ani jednej), oświetlenie elektryczne ( w Ellorze warto mieć swoje latarki). Ale miejsce jest pieknie położone. Swiatynie maja zachowane malowidla na scianach wiec sa kolorowe. W kilku pracuja konserwatorzy. Ci z Japonii sa ubrani w kombinezony, maja strzykawki, jakies tajemnicze fiolki : HI – Tech. Hinduscy konserwatorzy pracuja w klapkach i spodenkach, mieszaja zaprawe w misce nozem wlewając wody z plastikowej butelki z ktorej co jakis czas popijaja :-D Jaskinie jednak piekne, no i znowu widoki niesamoite. Jednak spodobalo mi sie to miejsc.
Ajanta_V.jpgAjanta_IV.jpgAjanta_III.jpgAjanta_II.jpg Ajanta.jpg
Powoli spacerując wdrapuje się na View Point. Jestem tam sam – widoki zapieraja dech w piersiach. W oddali wodospad, dookoła gory i swiatynie. Pieknie. Pieknie. Powoli juz zachodzi slonce - coraz mniej hindusow, swiatynie widac z daleka ze sa juz raczej puste. Ktos w oddali cos krzyczy i macha rekoma jakby przywolujac. Patrze i zastanawiam się – to jakies pol kilometra. Widze tylko czerwona koszule. Pewnie bialy. Ale isc taki kawal pod gore poza szlakiem żeby cos zobaczyc? W koncu ide i była to najlepsza decyzja jaka podjalem dzisiaj :-D Potok wije się powyżej i stopniowa zmienia w wodospad. Niesamowicie to wyglada. Siedze tam z godzine moczac nogi w zimnej wodzie. Zreszta – zobaczcie sami. A gosc w czerwonej koszuli to Wloch – przyjechal na motorze i krzyczal do każdego kogo widzial poniżej od 2 godzin, ze tu jest najpiękniej. Nikt nie przyszedł :-D
Ajanta_Waterfall_II.jpgAjanta_-_waterfall.jpgAjanta_Waterfall.jpg

Wysłane przez Lukasz 11:07 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (2)

Ellora

sunny 30 °C

Wstaje wyspany i wypoczety. Zamawiam sobie sniadanie do pokoju przez telefon (no co ? jak wakacje to wakacje ;-P ) i UWAGA zabieram się za pranie. Tak Mamo/Tato – możecie być dumni z syna. Pierze sam :-D Niestety nie mialbym co na siebie włożyć jutro wiec pranie było koniecznością. Szybciutko na dworzec autobusowy na piechotke i w autobus. 20 minut i jestem na miejscu. Bilet, ponieważ to jeden z największych zabytkow Indii, drogi - 250 RS (hindusi placa po 10 RS) Jednak zawartość kapitalna. Wyobrazcie sobie wykute w skale budowle, place, posagi, wieze itp. Przeogromny naklad pracy. Ile to musialo trwac ?
Ellura.jpgEllura_Swi..ddyjska.jpgEllora_jed..swiatyn.jpg
Jaskin jest ponad 30 – generalnie podzielone na trzy grupy religijne. Zaczynam zwiedzanie od buddyjskich. Walesam się od jednej jaskini do drugiej. Robie zdjęcia, podziwiam oniemialy. Zwlaszcza jedna ze świątyń robi wrazenie – zawiera w sobie wykuta w skale sale dluga na ponad 30 metrow ! Warto zabrac latarke bo swiatla nie ma w zadnej. Swiatynie hinduistyczne sa najbardziej oblegane oczywiście przez hindusow – zwłaszcza imponujaca swiatynia Kailasa.
Ellora_swi..Kailasa.jpg Za świątyniami hindusistycznymi piekny widoczek troche z innej bajki – szeroki luk skal z wodospadem w srodku, na dole jeziorko. Mimo, ze zakaz kilku młodych hindusow kapie się w jeziorku. Nie zastanawiam się dlugo – jest za goraco. Przeskakuje za barierke, schodze kilka metrow w dol, za kamieniem zostawiam rzeczy i wlaze pod wodospad. Alez zimna woda ! I jaka przyjemna ! Do jeziorka nie wlaze bo nie wiem co tam plywa – wystarczy zimny prysznic. Darujcie, ale zdjęć z tego wydarzenia nie będzie :-D
Ellora_-_wodospad.jpgEllora_wodospad_II.jpg
Przepiekne miejsce. Na zwiedzaniu schodzi caly kompletnie dzien – koncze około 18.00. Nogi wlaza mi w d….i jestem potwornie glodny. Jutro jednak do Ajanty kolejne jaskinie i wykute w skale swiatynie.

Wysłane przez Lukasz 11:39 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (0)

Budget accommodation in Indie

Read reviews from other Travellerspoint members.

Mumbay/Aurengabad

sunny 30 °C

Wczoraj to byl w sumie smutny dzien – odprowadziłem towarzystwo na terminal i zostalem w Indiach sam. Wracam dopiero w czwartek i do tego mam angine. Na szczescie zawsze biore antybiotyk i mam cos na gardlo. Jutro bedzie ok bo ledwo zyje dzisiaj. Inaczej jest samemu – nagle o wszystkim trzeba pamiętać. Smutno ? Spie do pozna i budzi mnie manager pukaniem i krzykiem ze goraca woda jest i będzie jeszcze pol godziny. Woh – pierwszy goracy prysznic od ponad 3 tygodni !! Rozkosznie. Sniadanko z hindusami i autobusem na dworzec. Niestety nie udalo się kupic biletow przez neta wiec musze na stacji. Trudne to w Mumbaju. Niby jest kasa dla cudzoziemcow ale kolejka do niej straszna a w innej nie można kupowac. Wciskam się metoda na „Rumuna” mówiąc ze mam pociag za 30 minut. I biletow nie dostaje – musze isc do innego budynku. Jak ja kocham te Indie :-P W koncu mam bilet na zwykly pociag bez miejscowki, a jade ekspresem. Zaprzyjazniam się szybko z jakims sprytnym hindusem i razem sprawdzamy na liscie wywieszonej na wagonach przy wejsciu na które miejsca nie ma rezerwacji ;-P To generalnie dziala - siadamy tam gdzie nie ma zadnego nazwiska. I tak wlasnie za 96 RS pokonuje 6 godzinna trase. Ech…Indie. Zastanawiam się jak te moje kilka dni samotności wykorzystac najlepiej. Teraz Aurengabad żeby wpaść na caly dzien do Ellury i nastepnego dnia do Ajanty. Może cos jeszcze ? Nasik ? Zobacze jak będą podobaly mi się swiatynie w jaskiniach i wtedy postanowie. Do czwartku troche mam czasu jeszcze – prawda ? Nie ma to jak odkladanie problemu na pozniej :-D Wazne jest to, ze znajduje dosc dobry hotel obok dworca autobusowaego. Pierwsza klasa bo klima, lazienka z ciepla woda od 8 do 9 rano i od 18 do 20 wieczorem ;-P i oczywiście TV z pelna opcja kanałów zachodnich z HBO po angielsku. A i duzy, czysty o dziwo pokoj double do pojedynczego wykorzystania. To wszystko za …350 RS czyli mniej niż 20 zloty. Ech Indie….

Wysłane przez Lukasz 11:37 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (0)

Mumbay

sunny 30 °C

Podobno najbogatsze i najbardziej cywilizowane miasto w Indiach. Finansowa stolica Indii gdzie apartament 120 metrowy w centrum podobno kosztuje około 1 mln $. Widac dziwne obrazki jak na Indie – kobiety ubrane jak na zachodzie i często w mini lub szortach pokazujace odkryte nogi, pary bez krepacji całujące się na ulicy, trzymające za reke, obejmujące się, pietrowe autobusy, duzo zielenii. Aha i po raz pierwszy widziałem żeby kobiety palily papierosy na ulicy. Jedziemy autobusem na Colabe – milo i za darmo bo konduktor nue mowi po angielsku i chyba boi się do nas podejść. Niestety – najbogatsze to widac tez po cenach hoteli. Dlugo szukamy cos w miare taniego. Byle nora kosztuje ok. 1000 RS. W koncu obok Leopolds cafe udaje się znalezc za 600, z klima ( ktorej nie chce i z TV którego tez nie chce, ale jest z HBO :-D )Szukanie byloby trudniejsze, ale jakis bardzo brudny starszy hindus oprowadza mnie po wszystkich hotelach w okolicy. Wiele tanich hoteli nie ma zadnej widocznej wywieszki na zewnatrz. Chcemy się wykapac po podrozy, a tu niespodzianka – nie ma wody. Manager sciemnia, ze to problem w calym Bombaju i woda będzie po poludniu. Zobaczymy. Na razie odpoczywamy po trudach podrozy. Wszyscy marza o kapieli. No coz – na rzie idziemy wiec troche zapoznac się z miastem. Gate of India ( wiecie ze wzniesiono ten luk na czesc przyjazdu pary krolewskiej, ale oczywiście jak to w Indiach nie zdazyli i krol z krolowa zobaczyli tylko kartonowa makiete), słynny także z zamachow Hotel Taj Mahal ( tu tez dygresja – złośliwi Anglicy nie mogą darowac hindusom, ze wybudowali tak piekny hotel nie tylko dla białych i rozpuścili plotke, ze plany wyslane poczta do Indii zostaly zle odczytane i wspaniala elewacja hotelu zostala odwrocona w strone bocznej uliczki zamiast plazy :-D No coz – znając hidusow może być to prawda ) Inny ten Bombaj od reszty Indii. Inny po prostu. Zachodnie glosne knajpy – nawet Hard Rock Cafe. Firmowe butiki – sprawdziłem ceny i jest duzo taniej niż w Polsce. Sobotnia, goraca noc wiec do pozna glosy, smiechy, auta, mlodzi i starsi ludzie na ulicach. Zycie po prostu.Mumbay_Hot..j_mahal.jpgGate_of_India.jpg

Wysłane przez Lukasz 11:35 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (0)

Hampi/Hubli/Mumbay

znowu w drodze....

sunny 32 °C

Wstajemy kolo 7.00 i nawet nie jemy sniadania bo cos się boje, ze może być „na styk” z tym dojazdem do Hubli. Mimo wczesnej godziny cale miasto zyje juz festiwalem.
Hampi_ulica.jpg Kilku riksiarzy rzuca się na nas widzac grupke białych – 150 RS, good price ! Ale widze, ze stoi autobus wiec nawet się nie zastanawiam. Im bliżej autobusu tym nizsza była cena za riksze :-D Nie idziemy na dworzec kolejowy tylko od razu w Hospet pytam o polaczenie do Hubli. A gosc do mnie – wlasnie odjezdza. Zatrzymujemy autobus i ladujemy się do srodka nie wierzac wlasnemu szczesciu. Krotko niestety. Autobus był w polowie pusty, z tylu całkowicie pusty…nie dziwne to ze hindusi którzy uwielbiaja okupowac tylnie siedzenia nagle siedza tak blisko kierowcy ? Wyjasnilo się na pierwszej hopce. Z tylu nie było całkowicie resorow. Podrzucalo jakis metr w gore i ladowanie było bolesne. Najpierw popatrzyliśmy na siebie z uśmiechem – fajnie buja. Ale tak bujalo na każdej nierówności ! Na sile wbijamy się do przodu. Upal. Kurz, bo autobus bez okien. I tak 4 godziny… W Hubli jesteśmy na 1,5 godziny przed naszym pociagiem do Mumbaju. Obiadek w knajpie pelnej hindusow i na dworzec. Nadjezdza nasz pociag i zaczęło się. Nie można było wejsc do srodka bo tlum ludzi bez przerwy przemieszczal się wewnątrz pociągu, a ten napierajacy z peronu nie miał jak wejsc. Jestem od tych hindusow jakies dwa razy wiekszy, a z plecakiem to pewnie trzy razy ciezszy. I mimo napierania na sile nie jestem w stanie ruszyc się wiecej niż centymetr. Korek na peronie ??? Po jakis piętnastu minutach wchodze po prostu innym wejściem. A srodku Sajgon. Duzo jezdze pociagami po Indiach ale czegos takiego nie widziałem jeszcze. Na każdej pryczy gornej i dolnej siedzi co najmniej 5 osob. Zajeta jest podloga i miejsce pod toaletami, wejścia – slowem każdy wolny kawalek podlogi. Docieram do swojego miejsca a tam jakis hindus położył walizki i trzyma cala prycze mówiąc, ze „reserwation” . Ja Ci dam reserwation. Pokazuje Mu 3 palce i mowie jak odlicze do trzech i będziesz nadal tu siedzial to wywale Cie z wagonu na sile. Patrzy i niepewnie kiwa Glowa. Tlum dziki po prostu – jedyni biali to my. Pokazuje mu nasze rezerwacje na wszystkie miejsca które zajal. Nie chce odejść. Zaczynam wiec – trzy, dwa, jeden….i wtedy zrywa się i ucieka. Jakis starszy hindus dziekuje mi ściskając reke bo przy okazji uwolniłem jego miejsce. Reszta patrzy bez wiekszych emocji. Pociag nie może ruszyc bo wciąż wlewa się tlum ludzi. No Sajgon po prostu. W koncu po 40 minutach opoznienia ruszamy. Będzie ciezka noc. I była – nie ma co zmyślać. Jeszcze dwie, trzy awantury z hindusami. Takie powazne bo jak wywalic pieciu hindusow co siedza na twojej pryczy na gorze? I niespokojne bo taki tlum nie spi praktycznie – wciąż gadaja, smieja się, puszczaja melodyjki z telefonow. Najgorsze było to, ze kazde wyjscie do kibelka to wyprawa i nie da się inaczej niż stawac na ludziach, bagazach itp. Najciekawszy mój przejazd pociagiem bez watpienia. Tylko, ze cos mnie zastanawia. Rok temu pewnie bym wściekał się cala noc – teraz spokojnie, czasami tylko wstane i pogroze palcem hindusowi jak probuje zajac moje lozko. Czasami troche krzykne, ale bez wiekszych emocji. Indie zmieniaja człowieka ?

Wysłane przez Lukasz 10:23 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (0)

Hampi cd

sunny 32 °C

Sniadanko w Mango Tree nad rzeka to jednak dobry pomysl. Bardzo malownicze miejsce za dnia. A dzieki skuterkowi wszedzie blisko. Może tylko wciąż zbyt duzo komarow i innych latajacych stworzen.
Hampi_Mungo_Tree.jpg
Pozno wstaliśmy bo trzeba było odespac noc w pociągu. Teraz jednak plan jest prosty – dokończymy oglądać ruiny, jakaś wycieczka na skuterku trochę dalej i musimy się zorientowac o ktorej mamy jakies polaczenie do Hubli. To tam jutro o 15 musimy wsiąść w pociag do Mumbay. Zwiedzanie dzieki skuterkowi jest banalnie proste. Po prostu patrzymy na mape i jedziemy tam gdzie chcemy. Tu jest naprawde niezle, widoki, zabytki, pogoda. No i wiatr we wlosach na skuterku. Chyba największe wrazenie robi na mnie piramida. No i oczywiście stajnie wybudowane dla sloni. Takie uwczesne garaze :-P Jednak trzeba to powiedziec – Hampi to jedno z najciekawszych i bardziej urokliwych miejsc w Indiach. Jest co oglądać i jest co robic.
Hampi_Rydwan.jpgHampi_Stajnie_sloni.jpgHampi_jedna_z_swiatyn.jpgHampi_Piramida.jpgHampi_-_Lotus_Mahal.jpgHampi_Lazienki.jpgOkoło 16 jednak padamy z nog. Dluzej się nie da. Idziemy jesc i napic się czegos zimnego. Przy okazji kilka partyjek w szachy z miejscowymi – z roznym wynikiem :-D Ale zabawa przednia. I wpadamy na chwile do naszego slonia w świątyni. Jutro festiwal – setki ludzi spia i czuwaja na dziedzincu, pala się swieczki. Inaczej jest niż zwykle. Riksiarz twierdzi, ze pociag mamy o 8.00 i potem nic. Znowu ranne wstawanie ?
Hami_Swiatynia_noca.jpg

Wysłane przez Lukasz 06:10 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (0)

Hampi

sunny 32 °C

Niezle tu. Kupy kamieni i mnóstwo ruin to pierwsze co rzuca się w oczy. Drugie to, ze jest spokojnie i cicho. Już wiem, ze mi się spodoba. Na szukaniu noclegu troche nam schodzi i w koncu idziemy po taniości i bierzemy po 200 RS za pokoj malutki gesthause. Zbaranialem jak stara hinduska po usłyszeniu pierwszych slow miedzy nami pyta czy jesteśmy z Polski ? Odpowiadam, ze tak.I skad tak latwo rozpoznala ? – pytam. Mialam meza Polaka. Zbaranialem. Jak to ? Jak to ? A ta przynosi album ze zdjęciami. Taki ze zdjęciami rodzinnymi, slub, uroczystości, zycie codzienne. Pokazuje nam to wszystko i faktycznie bialy facet, typowy wasacz ze wschodu europy. No proszę, proszę. Opowiada, ze zbudowalia ten gesthause po śmierci meza 7 lat temu bo nie miala z czego zyc. Był Polakiem mieszkającym w Angli i podobno pol roku pracowal w U.K. i pol roku siedzial w Indiach.Ciekawa historia a zdjęcia i jakies dokumenty które pokazywala raczej sa prawdziwe. Po calodziennej i całonocnej podrozy jesteśmy nawet wyspani tylko musimy się umyc i przebrac. Idziemy z znajoma amerykanka (skad ona ma kase na rzucenie pracy i caloroczna podroz po swiecie???) na sniadanie. Smiacznie, duzo, tanio – dowiaduje się przy okazji, ze nigdzie oficjalnie nie kupie piwa w Hampi. Szkoda :-D Jak znam hindusow podadza piwo w dzbanku ( ze niby herbata, a drinka w kubku ze niby soczek) Sprawdze wieczorem. Na razie pożyczamy skuter na dwa dni – w koncu normalne ceny bo 120 RS za dzien. A nie 300 jak w Munnarze. Fajny i znam go już – Honda Kinetic. Jedziemy jeszcze kupic mape wykopalisk i w droge. Oooo jest i zaklinacz wezy mimo, ze to juz podobno zakazane w Indiach. Zostawiam skuterek pod Mutanga Hill i drapiemy się na gore, Widoki i droga przez kamienie lezace w najbardziej rozpaczliwych pozach, ze co chwile zatrzymuje się zrobic zdjęcia. No i malpy jeszcze i mnóstwo, ale to mnóstwo jaszczurek, ogromnych dżdżownic i wiewiórek. Droga mniej odpornych na wysokości zatyka. Schodzimy po drugiej stronie w dol do widocznej w oddali świątyni. Potem dochodzimy do rzeki i podobno najpiękniejszej świątyni Vitalla. Wstep 250 RS (dla hindusa 10 RS ) ale w tej cenie od razu wstep do 3 budowli w okolicy wiec kupimy jutro bo trzeba zobaczyc jednego dnia a już zmeczeni jesteśmy łażeniem. Jeszcze widze cos dziwnego w wodzie – okragle i siedzi w nim hindus i macha wiosłem, Lodka ? Ale czemu taka dziwna ? Oooo i tabliczka jeszcze żeby uważać na krokodyle :-P Nie moglem sobie darowac żeby nia nie poplynac choc kawaleczek . Gadamy z gosciem który wiosluje. Wchodzi do niej do 10 osob o budowal ja sam rok. Nie wiem jakim cudem daje się tym sterowac – jest idealnie okragla. No nic. Wracamy do skuterka bo robi się pozno. Obok graja hindusi w siatke wiec nie musze mowic, ze wzbudzamy prawdziwy entuzjazm przyłączając się do nich :-D Niestety po 15 minutach mamy dosc i chce nam się jesc. Zahaczamy jeszcze o swiatynie i lapiemy się na blogoslowienstwo slonia ( jak dajesz mu banana to zjada, jak pieniazek to oddaje przewodnikowi i glaszcze Cie Traba :-D ) i jedziemy do Mango Tree na kolacje. Fajnie tam – klimatyczne miejsce nad rzeka i nie jest drogie. Piwa nie maja, ale jedzienie dobre. W Hampi Bazar pytam o piwo – nie maja ale w jednej knajpce podaja drinki (oczywiście nieoficjalnie). 120 RS za drinka wiec nie konczy się na jednym. A poniżej caly czas odbywa się jakies przedstawienie w sadzawce świątyni, Graja muzycy, jakas lodka plywa, co jakis czas sztuczne ognie, wybuchy. Obserwujemy wszystko siedząc na dachu w restauracji . Potem wychodzi procesja i jest oczyiscie jak kazda procesja w Indiach niezwykle halasliwa, barwna, chaotyczna. O i jest nasz slon ze świątyni . Oczywiście wiecie co było dalej...
Hampi_yzci..ieniach.jpgHampi_widoczek_III.jpgHampi_prze..ga_Hill.jpgHampi_okragla_lodka.jpgHampi_Wido..ga_Hill.jpgHampi_Swia.._kamien.jpgHampi_Potega_kamieni.jpgHampi_-_widoczki.jpgHampi_zaklinacz_wezow.jpgHampi__Brama.jpg

Wysłane przez Lukasz 00:25 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (0)

Cochin/Bangalore/Hospet/Hampi

sunny 33 °C

Planowalem wczoraj, ze zlapiemy autobus do Mysore zeby zobaczyc przepiekny palac i potem pojedziemy dalej w kierunku Hampi. Niestety problem z czasem i musze zmodyfikowac plany jeżeli chce zostac troche dłużej niż jeden dzien w Hampi. Mysore wypada z planow. Zamiast wstawac o 4.30 żeby zdzarzyc na autobus o 6.00 wstajemy jak biali ludzie i jedziemy na pociag do Bangalore który startuje o 9.40. Nie mamy biletow ale sprawdziłem w Internecie, ze są dostępne no i pociag jest podstawiany tutaj wiec powinny być miejsca. Wracamy do Ernakulam już autobusem który jedzie praktycznie do dworca kolejowego i w kasie biletowej oczywiście okazuje się, ze biletow już nie ma :-D Pytam wiec czy są na general class(czyli takie bez rezerwacji miejsca – kto pierwszy ten siedzi). Mowi, ze są wiec kupujemy. Od razu tez kupujemy na dalsza czesc trasy czyli z Bangalore do Hospet wieczorem porządne sleepery czyli lozka bo to będzie calonocna podroz. Okazalo się ze mielismy racje – pociag podstawiany w Ernakulam wiec dużo, duzo miejsc siedzących w general i nawet nie oplaca się zmieniac biletu na sleepera. Ale niestety caly dzien w pociągu bo na miejscu dopiero o 20.00 :-( Sprawdzam jeszcze w Internecie o ktorej mamy kolejny pociag i ….kurcze kupiliśmy bilety na pociag który jedzie zamiast 10 godzin to 17 godzin !!! No nie….sprawdzam ten szybszy – jest tylko wait lista. Cholera – jednak kupuje i sprobujemy dostac numer miejsca już w Bangalore. Jak nie to pojedziemy tym wolniejszym. Podroz mija na czytaniu i gadaniu. Calkiem milo jest … W Bangalore, które podobno jest najnowocześniejszym miastem w Indiach i to widac bo i wiezowce są i kobiety ubrane po europejsku i jakos tak troche czyściej choc to w Indiach znaczy cos innego niż w Europie, okazuje się, ze mamy owszem bilety na sleepera, ale po 2 osoby na jednym miejscu. Hmmm – no coz. Jednak wole być na miejscu o 8 niż o 15. No i powiem tak – ciasno, ale dalo się spac :-D Rano Hospet i bierzemy za 50 RS riksze na trzech do Hampi.

Wysłane przez Lukasz 09:53 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (0)

Cochin

sunny 33 °C

Ruszamy rano autobusem o 9.30 do Ernakulum I po 5 godzinach mniej czy bardziej zwariowanej jazdy mamy koncowy przystanek. Przekonuje się jak można wierzyc hindusom bo jesteśmy w Ahole, a Ernakulum jest cale 25 km dalej ! Wyszlo jak prawie pobilem riksiarza po tym rzucil cene 250 RS za kurs do przystani promowej :-D No coz. Bywa i tak. Trafiamy do malego guesthausu otworzonego przed 4 tygodniami. Wszystko nowe i czyste. Cena 400 RS może być. Spacerkiem zwiedzamy Cochin. Te słynne chinskie sieci rybackie nie robia na mnie zadnego wrazenia po tym jak widziałem ich setki na backwaters, dzielnica zydowska, duzo świątyń katolickich tez i ta w ktorej pochowano Vasco da Game.Miasteczko bardzo przypomina mi Europe. To w koncu podobno pierwsze europejskie miasto zalozone w Azji. Drogie restauracje, piekne rezydencje, sami praktycznie biali. I mecz pilki noznej - taki z kompletem sedziow i widzami :-) Uciekam stad mimo, ze jest milo, bo nie tego szukam w Indiach.Mecz_pili_..ochinie.jpgCochin_Chi..ybackie.jpg

Wysłane przez Lukasz 09:44 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (0)

Munnar

Ermawikulum National Park

Nauczeni doświadczeniem dnia poprzedniego, ze im pozniej tym więcej hindusów – wstajemy wcześnie. O 7.45 już odpalamy silniki. To tylko 15 km dalej wiec szybko mija czas i nie jest az tak zimno jak wczoraj. Znowu przepiękna widokowo trasa. Parkujemy maszyny na pustym (!) prawie parkingu. Jest niedziela jednak i co chwile pojawiaja się nowe autobusy z hindusami. Cos jak zmasowana inwazja. Autobus dosłownie jeden za drugim, samochod za samochodem…Kupujemy bilety które tradycyjnie już kosztuja znacznie wiecej dla turystow(150 RS) niż dla hindusow(10RS). Straznik kieruje nas do malego autobusu należącego do Parku Narodowego którym trzeba wjechac wyzej za szlaban. Droga jest przepiekna, znowu plantacje herbaty no i te widoki gor za oknem. Stoje przed mapa parku i zaczynam mieć wątpliwości – do zwiedzania wykrojono malutki kawalek. No coz. Zobaczymy. Widokowo przepieknie – gory wyglądają swietnie. Idziemy pod gore jakis kilometr tylko po asfaltowej drodze bo inaczej nie mozna, rozmawiamy, cykamy fotki kozicom (glowne atrakcje Parku) i nagle…tabliczka HERE IS A LIMIT. Jaki limit ? Idziemy dalej. Oczywiście gwizdek i leci do nas jakis strażnik. Dalej nie można ! Caly park to maksimum kilometrowa wycieczka asfaltowa droga pod gore. Dalej nawet za łapówkę nie da się dostac. Jezdza jeepy bo wjeżdżają tam pracownicy plantacji wiec może tak by się dalo po przekonaniu kierowcy, ale nie mam już ochoty. Wiec jak ktos mysli o chodzeniu a’la polskie Tatry – zapomnij. Widokowo jednak pieknie. No i po tym jakze wyczerpującym trekkingu wracamy – na dole jeden wielki cyrk. Hindusow już tyle, ze nie da się wyjechac autem, a w kolejce po bilety stoi okolo 100 – 200 osob. No tak – niedziela...
ErawikulamIV.jpgErawikulamI.jpgErawikulam_III.jpgErawikulam_II.jpgErawikulam.jpgTop_station.jpg

Wysłane przez Lukasz 11:54 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (1)

Munnar

Top Station i plantacje herbaty

sunny 26 °C

Z motocyklem bardzo fajnie się udalo. Poprzedniego dnia obszedłem cale miasteczko szukając wypożyczalni. W koncu zaczepiłem hindusa na pieknym Royal Enfieldzie. Ten wskazal mi dwa miejsca, pogadaliśmy o motocyklach, przymierzyłem się do Jego cuda. Fajne i niespodziewanie lekki – no tak 350 cm3. W hotelu wskazanym przez hindusa nic nie wiedza, ale dzwonia gdzies i mowia – 10 minut. Ok. akurat tego nauczyłem się w Indiach – czekania. Po chwili przyjezdza gosc na motocyklu. Mowi ze tego może mi pożyczyć. Co to jest ? Obwozna wypozyczalnia ? Mowie, ze wezme jak wyprobuje i śmignąłem. Taaaa – akurat. Wszystko inaczej. Start silnika na…kopa. Biegi pieta do gory, palcami na dol. Wszystkie biegi w gore ??? Jedynka tez ? Bosz…jade na jazde probna. Hindusi (zebrala się cala gromadka)smieja się podobno, ze pojechałem na hinduski i wroce za 2 godziny :-D Ale moto spoko – smiga ladnie, hamulce ok., no może troche przedni nie trzyma. A nazwa…nazwa jest niesamowita – Freedom. Model Spirit of freedom.
Munnar-moto.jpg
Munnar_-_motocyklista.jpg
Umawiam się z gosciem ze podstawi go do hotelu o 7 rano. No i faktycznie był punktualnie. Matko – jak zimno. Nakladam wszystko co mam, a i tak czuje chlod. Ale jedzie się pieknie. Zabieram z soba plecaczek- przyda się bo będzie grzal plecki. Kierunek Top Station. Po 10 minutach jazdy nie czuje palcow. Po kolejnych 10 musze się zatrzymac – zreszta miejsce piekne i trzaskamy zdjęcia. Jezioro, gory, palmy…. Obok zatrzymuje się cala gromada miejscowych motocyklistow – gadamy chwile. Sa z Cochinu i tez jada na Top Station. Maja podobne maszyny do mojej. Zamiast kaskow na glowie nauszniki. Po kolejnych 10 minutach zatrzymujemy się na herbatke i ciacho zamiast sniadania. Czuje jak pod wpływem goracego napoju wraca mi krazenie. Kurcze – jak pomysle ze dwa dni temu umierałem z goraca, nie moglem spac w nocy bo i wtedy było ponad 30 st ? Jak wjeżdża się w strefe słońca od razu robi się cieplej – niestety droga prowadzi prawie caly czas w cieniu. Ale za to jaka droga ! Marzenie. Winkiel za winklem, tylko troche strach jechac szybciej moto z slabo działającym przednim hamulcem i droga gdzie co chwile cos się dzieje – a to drzewa tarasuja przejazd, a to lawina blotna blokuje jeden pas. Albo po prostu auto z hindusem który zawsze, ale to zawsze będzie ścinał zakret. Widze plantacje herbaty i jestem zachwycony. Piekne. Absolutnie wszystkie odcienie zielenii. Jedno z piękniejszych zjawisk jakie widziałem do tej pory. Nie spodziewalem się ze tak mnie zachwyci zwykla herbata. Ale naprawde zachwyci !
Plantacje_Top_Station.jpg
Top_Station_V.jpgTop_Station_IV.jpgTop_Station_III.jpgTop_Station_II.jpgPlantacje_..Station.jpg
Droga coraz ostrzej w gore i coraz cieplej na szczescie. Asfalt zamienia się w droge polna i nagle szlaban. Aha – dalej na piechote. Wstep 15 RS ale widoki wspaniale. Siedzimy tam z 2 godziny podziwiajac. Po chwili dolacza dwojka motocyklistow z Belgii. 2 miesiące w Indiach. Fajni ludzie. Wspolnie palimy skrety. Jest dobrze gdyby nie coraz wieksza gromada hindusow. Dla nich bialy człowiek to wciąż ogromny powod do zainteresowania. Wiec sami wiecie – sesja zdjeciowa obowiazkowa :-D Plus seria tradycyjnych pytan : What’s your name ? Where are you from ? Hmmm… Powrot już jest czysta frajda – cieplo, przyjemnie i generalnie z gorki. Zatrzymujemy sie tylko czesto na sesje zdjeciowe w herbacie. Przejezdzamy obok tamy gdzie rano przejazd zajal minute, Teraz miejsce zmienilo się nie do poznania. Korek ! Dziki tlum hindusow. Ledwo przeciskam się motocyklem. O co chodzi ? Odpustowe atrakcje. Widoczki. Sklepiki z tymi samymi towarami. Wracamy do Munnaru i szukamy poczty. Ciekawe czy dojda pocztowki ? Jak dotad wszyscy moi znajomi twierdza, ze zadna nie doszla. Idziemy tez do Museum herbaty i tam tragedia. Jedno z najnudniejszych muzeow jakie widziałem. Zasypiam na filmie. Żeby odreagowac jedziemy gdzies przed siebie waska droga. Plantacje herbaty coraz ladniejsze. Co ciekawe zadnych turystow, prawie zadnych ludzi. Jedziemy po prostu przed siebie. Byle dalej. Slonce swieci, coraz piękniejsze plantacje. Widoki zapieraja dech w piersiach. Mijamy dwoch mężczyzn w tradycyjnych karelskich ubraniach – cos krzycza i wymachuja rekami. Zatrzymuje się bo cos wydawalo mi się ze o słoniu. Elephant ! Elephant ! Dra się strasznie. Where ? – pytam. Pokazuja rekami ,ze w wawozie pod droga. Patrze, patrze…i rzeczywiście – bure cielsko widac spomiędzy krzakow i drzew. Pytam czy można wg nich podejść bliżej – twierdza ze tak byle nie za blisko. No wiec podchodze i cykam zdjęcia :-D Piekny – prawda ?
Slon.jpg

Wysłane przez Lukasz 06:32 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (3)

Kottayan/Munnar

sunny 26 °C

Kottayan to miasto gdzie nic mi się nie podobalo i niechcialem tam zostawac ani chwili dłużej niż to potrzebne. Paskudny i najdroższy jak do tej pory hotel Ambasador (550 RS !) Ale tam wyboru nie ma za duzego i było pozno. Do tego impreza hindusow za sciana do pozna. Jedyny plus to bardzo dobra restauracja. Oczywiscie jesli jedzenie dobre to obsluga musi byc z kosmosu. I taka byla - podawali dokladnie cos innego niz zamiawialem i to jeszcze po czekaniu minimum 30 minut. Oczywiscie wszyscy w bialych koszulach i z muchami. Kabaret po prostu ! Rano w autobus (punktualny) i za 82 RS 5-cio godzinna podroz przez gory do Munnaru. Widoki chwilami zapieraly dech w piersiach. Gory, plantacje herbaty….i tylko jeden postoj po drodze gdzies pod koniec drogi. Wiec nie pijce lepiej nic po drodze :-D
W_drodze_do_Munnaru_I.jpgW_drodze_do_Munnaru.jpgW_drodze_d..naru_II.jpgW_drodze_d..naruIII.jpg
Daje się zawieźć riksiarzowi do hotelu – o dziwo bardzo dobry strzal. Targuje się chwile, ale mam w rezultacie za 400 RS najlepszy pokoj jak do tej pory w Indiach. Czysto, ladnie, balkon, TV z HBO (!), widok na plantacje herbaty…. Pieknie !
Munnar.jpg
Naprawde chce mi się isc na spacer w gory, ale na razie załatwiam na jutro motocykl(300RS wiez znacznie drożej niż rok temu) Facet podstawi na 7.00 rano do hotelu. Biore na dwa dni – jutro Top Station. Mam nadzieje, ze dojade przed mglami i chmurami. To tylko 30 km...Chce tez pojechac do Parku Narodowego – zobacze do którego. Może uda się zobaczyc jakies zwierzaki ? Może slonie ? Aha – w Munnarze cudny chlod, ale wieczorem zmarzłem i nakładam bluze z kapturem.

Wysłane przez Lukasz 05:24 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (2)

Kollam/Alleppey/Kottayam

Backwaters

sunny 34 °C

Rano pobudka i bez pospiechu pakowanie. Zaczynaja się pierwsze problemy żołądkowe, na razie delikatne ale nie jest zle. Tak się konczy jedzenie zarcia podawanego na ulicy i na dworcu. Gosc w hotelu zalatwia transport (20RS) nad rzeke i jesteśmy o 10 na „cruiserze”. Dumnie ochrzczony wyglada calkiem dobrze. Gorny poklad jest ocieniony daszkiem, na dole miejsca do siedzenia, toaleta i nasze bagaze.
Backwaters_I.jpg
Prawie punktualnie ruszamy i hm…naprawde jest niezle. Wybralismy najdłuższy rejs z Kollam do Alleppey czyli cale osiem godzin na statku. Troche były obawy czy się nie będziemy nudzic. Nic z tego – kalejdoskop kolorow, przyrody, mniejszych i wiekszych wiosek.
Backwaters_II.jpg
Backwaters_V.jpgBackwaters_VI.jpgBackwaters_III.jpg
No i chinskie sieci rybackie - najwieksze wrazenie robi rejs wzdluz korytarza sieci o dlugosci okolo kilometra. Tam pewnie nic sie nie zmienilo od stuleci - no moze zamiast lamp oliwnych sa dzis swietlowki zwabiajace ryby. Sama konstrukcja na pewno jest taka sama.
Chinskie_s..ybackie.jpg
Zycie które tam się toczy przy nas – bardzo mi się podobalo. Wlasnie chyba to jest najlepsze, ze Zycie toczy się obok tak jakby nas nie było. Ludzie kapia się w rzece, myja naczynia, pracuja…Dwie dziewczyny z Polski tez były na pokladzie. Gadamy cala droge – wiadomo jak to bywa, ale nigdy dosc rozmowy z rodakami. Tym bardziej, ze spotykamy rodakow dopiero po raz drugi. Sama wycieczka – piekna i godna polecenia.
Przerwa na luch i zejście na lad, potem przerwa na kawe. Kurcze, oglądaliśmy widoki, komentowaliśmy zycie jakie toczylo się obok, robiliśmy zdjęcia, spalismy, gadaliśmy. Jeden z bardziej spokojnych dni…oby moglo być ich wiecej. Im blizej Alloppey tym wiecej luksusowych hauseboat'ow - jednak ciesze sie, ze nie jestem na ich pokladzie. Tu jest zdecydowanie barwniej no i nie ma co ukrywac sporo taniej. To chyba troche jak porownac vaporetto i gondole w Wenecji :-D
Backwaters_VII.jpg
Niektórym odbijalo pod koniec podrozy. Jakies dwie amerykanki zaczely tanczyc na pokladzie w rytm muzyki słyszanej z hauseboat’ow :-D Od razu po rejsie o 18.30 postanawiamy, ze nie zostaniemy w Allepey tylko jedziemy autobusem do Kottayam żeby rano złapać cos do Munnaru. Ktos czuwa nad nami – w momencie podchodzenia do dworca rusza jakis autobus. Pytam kierowce – Kottayan ? Yes ! So, wait for us! I gramolimy się do srodka. Maly fuks. Rano wiec jedziemy do Munnar odpocząć od upałów.

Wysłane przez Lukasz 05:20 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (0)

Varkala

sunny 32 °C

Dzis byl dzien który bardzo mi się podobal. Troche intensywny. Wstalismy jak zwykle za pozno wiec pedem na dworzec – ostatni pociag do Verkali odjechal 5 minut temu. Kolejny za 3 godziny  Wiec na autobus – pytam paru osob. Tak – do Verkala wlasnie odjezdza. Ladujemy się do srodka. Godzinka, zmiana autobusu i jesteśmy. Riksza na klify. Jak tu ladnie !
Verkala.jpg
Verkala_III.jpgVerkalaII.jpg
Rzeczywiscie mocno lanserski styl, ale da się lubic. Duzo bialych ludzi. Poznajemy bardzo fajne malzenstwo z Francji - ona i on plus 3 dzieci sa w podrozy dookola swiata kamperem. Zazdroszcze im. Po prostu jada i zatrzymuja sie tam gdzie im sie podoba. Ciekawe jak ze szkola dla dzieci ? Sa ogromnie sympatyczni. Wpadamy jeszcze na obiadek do restauracji tybetańskiej. Schodzimy w dol i na plaze. Wiadomo jak to jest na plazy, ale tutaj atrakcja sama w sobie sa spore fale. Bawimy się skacząc na nie i pożyczamy deski do plywania. Teraz dopiero jest zabawa :-) Z plazy przegania nas dopiero burza i urwanie chmury. Ukrywamy się w restauracji i patrzymy zafascynowani jak blyska. Do tego Pan Bog odkręcił kranik z woda – tak leje.
Verkala_IV.jpg
Wracamy dopiero jak się uspokaja - pozno wieczorem do Kollam. Pociag kosztowal…4 RS i jechal jakies 30 minut. To jakies 20 – 30 groszy….

Wysłane przez Lukasz 05:40 Kategoria Indie Tagged backpacking Komentarze (0)

(Wpisy 1 - 15 z 27) Strona [1] 2 » Następny